Prosta kobieta.

PROSTA KOBIETA

Mojej mamie Amelii

 

Prosta kobieta nie dbała

o siebie

ona troszczyła się

żeby było co jeść

by było posprzatane

by mąż i dzieci

dostali obiad po powrocie

do domu

 

Prosta kobieta chodziła

do kościoła

bo jej przodkowie

tak robili

jej nie uczono religii

w szkole

ona wiedziała z domu

co dobre, a co złe

 

Prosta kobieta miała

na głowie

cały dom i dzieci

mąż wielki nieobecny

na wojnie, w pracy

z kolegami

ona na dwóch etatach

w pracy i w domu

 

Prosta kobieta kochała

bezgranicznie

nie stawiała miłości

żadnych warunków

rodzina była celem

sensem jej życia

była jej

szczęściem i spełnieniem

 

Prosta kobieta była

opoką

solą społeczeństwa

wychowywała sercem

na dobrych ludzi

marzyła o tym

by dzieci

miały lepsze życie

 

Gdzie prosta kobieta

jest dzisiaj?

Czy wciagnięta w wir

polityki

z transparentem stoi?

Czy życiem stłamszona

ogląda telenowele

dla szczęścia ułudy?

 

Czy odeszła na zawsze

nigdy nie doceniona

za poświęcenie całego życia?

 

Nie… ona nadal jest w każdej

kobiecie, która co dzień

wytrwale stawia czoło

rzeczywistości

pracuje, kocha, walczy

***

30.10. 2016.

Anna Dędor

I po co ci ta mądrość…

(Inspiracja: Ewa Lipska „I po co ci ta śmierć”)

I po co ci ta mądrość…

 

I po co ci ta mądrość

kiedy przyszła za późno.

 

I po co ci ta wiedza

o dawnej głupocie.

 

Te wspomnienia i winy

niszczące wczorajszy sens.

 

Ta zakłamana jałmużna

obojętnych przechodniów.

 

I po co ci ta

spóźniona mądrość

 

gdy już nic nie zmienisz

przeminęło jak sen.

26.10.2016.

Bieszczadzki blues.

Blues zawsze towarzyszył mi
Blues w duszy mojej łkał
Gdzie tylko losy rzuciły mnie
Blues mnie w objęcia brał.

 
Kiedyś w Bieszczady przywiodło mnie
A blues mi szepnął: stój
To Twoje miejsce, to Twój dom
Tu zostań, bracie mój.

 
Czy Biesy i Czady zaklęły mnie
Samotnego jak ryś
Aby połonin bezkresna dal
Po nocach mi śniła się dziś…

 
Może tęsknotę, co w świat mnie gna
Ukoi czar tych gór
Wymarła wioska, bukowy las
Da pojąć duszy ból.

 
A może wilki wolnością swą
Wyzwanie rzucą mi
I wprost przed siebie pójdę hen
Bez strachu o nowe dni.

 
Tutaj wrośniemy Ty i ja…
Blues dalej szeptał mi
Odwaga wilka, wilka zew
Wplata się w nasze sny…

 
Wsłuchaj się w echo dawnych lat
Co nawet w nazwach brzmi
Weź z wilka co najlepsze ma
Tę siłę, co w nim tkwi.

 
Z losem walczyłeś życia szmat
Tu wolnym możesz być
Bo wilki w stadzie wolne są
Samotnie źle jest żyć.

 
I tu w Bieszczadach znalazłaś mnie
Wkradłaś się w duszę mą
W rytm bluesa śmiało wsnułaś się
Ty i ja – to blues i dom.

maj 2015

Contra spem spero…

(Pod wpływem: J. Brodski „Pieśń na powitanie”)

 

Oto Polska.Oto Twoja Ojczyzna.

Polak się zawsze do niej przyzna.

Dla Ciebie – obczyzna?

 

Oto masz pracę. Oto pobory.

Podziękuj, okaż trochę pokory.

Za bramą czeka tłum, wciąż spory.

 

Oto są pensje. Oto wydatki.

Czynsz, prąd, jedzenie, raty i składki.

Nie szarp się, nie ma wyjścia z tej klatki.

 

Oto Twe życie. Oto rodzina.

Dla niej to wszystko musisz wytrzymać.

Sam sobie taki wybrałeś klimat.

 

Oto jest Nowe. Oto dobra zmiana.

Teraz już możesz paść na kolana.

Koniec powodów do protestowania.

 

Oto historia. Oto perspektywa.

Możnych ocenia, głupców wykpiwa.

Z Twego oblicza – zasłony zrywa.

19.10.2016.

Człowieczeństwo umiera…

Pod wpływem: Josif Brodski „Giną ludzie”

 

W czasie, gdy z rodziną przy sutym obiedzie

wieszasz psy na swoim sąsiedzie

i wielka zawiść całą Twoją radość zżera

człowieczeństwo umiera

 

W miastach i wioskach, dużych i małych

gdzie samotne twierdze powyrastały

i jedynie pieniądz wszędzie drogę otwiera

człowieczeństwo umiera

 

W miejscach, które tylko swoim wyprzedano,

gdzie gospodarkę zabito, pracę odebrano

bliźni żyje z tego, co w śmieciach wyszpera

człowieczeństwo umiera

 

W chwilach, gdy między newsami media ogłaszają

że w XXI wieku dzieci nadal z głodu umierają

a żywność niszczy się by biznes żniwo zbierał

człowieczeństwo umiera

 

Na salonach, w gabinetach, gdzie na stołkach siedząc

nawzajem się chwalą z dzióbków sobie jedząc

za państwową kasę hulają i aferę goni afera

człowieczeństwo umiera

 

Na szczytach, gdzie wysokości świadczeń ustalają

na poziomie tego, co sami w jeden dzień wydają

wiedząc, że wtedy ludziom głód będzie doskwierać

człowieczeństwo umiera

 

W restauracjach, na galach, na niwach biurokracji

gdzie wydają nasze pieniądze pewni swoich racji

a staruszka nie ma z czego na lekarstwo uzbierać

człowieczeństwo umiera

 

W chwili, kiedy milczysz, gdy słabszych skrzywdzili

kiedy odchodzisz obojętnie by się nie wychylić

a u cierpiących ostatnia iskra nadziei zamiera

człowieczeństwo umiera

 

Każdego dnia budujesz świat dla swoich potomnych

stajesz po stronie złoczyńców, albo przy niezłomnych

i każdym swoim czynem jakąś stronę popierasz

chcesz, czy nie – wybierasz…

możesz wybierać…

 

Autor: Anna Dędor

Klątwa i łaska.

KLĄTWA I ŁASKA

Mrok ma swój kres

Niepokonana iskra

W sercu ciemności

Wzywa światłość

Co mrok przegania

Pędzisz ku światłu.

 

Świat nagli Cię do pędu

Owijasz się obrazem

Głosami i muzyką

Chwytasz coś w biegu

Łapiesz kogoś za rękę

Niesie Cię nurt życia.

 

W szaleńczym pędzie

Utartym szlakiem

Ku swemu przeznaczeniu

Czasem tęsknisz

Za czymś nienazwanym

Niepojętym, ukrytym.

 

Czujesz brak czegoś

Co jest cieniem w mroku

Kształtem na granicy światła

Świetlistą, niebiańską

Ulotną istotą

Mijasz ją upojony biegiem.

 

Nieraz jest jak cierń w oku,

Jak zbędny balast duszy

Pędzisz, przemykasz obok

Byle nie widzieć, nie słyszeć

Byle nie myśleć, tylko biec

Wciąż naprzód, po kres.

 

Jednako klątwą i łaską niebios

Zdaje się być

Okrutny pewnik biegu życia:

Nieważne co się stało

Nieważne kto odszedł

Życie niewzruszenie

Toczy się dalej.

Poecie i wierszoklecie…

Poecie i wierszoklecie… wiersz o wierszu…

Jak dobrze jest pisać wiersze

uczucie zamknąć w słowie

Po co rytm i rym jeszcze

Dość myśli pojawić się w głowie.

 

Potem podzielić myśl w wersy

tnąc tak, by ziała zębami

powieść ją górnym trawersem

pomiędzy przepaściami.

 
Rym i rytm w wierszu – sprawa trudna

trzeba dłużej kształtować słowa

a to rzecz już niemodna i nudna

i może za jasna jest wiersza wymowa.

 
Łączyć słowa trzeba niedościgle

metaforą uderzyć jak bronią

osobliwie, coraz bardziej niezwykle

dysharmonia przed ze słów symfonią.

 
I jawić się sobie poetą

strofę pisać tylko znaczącą

I nie być tym wierszokletą

co mu rytm i rymy myśl mącą.

 
Czy z rymem, czy z myślą ujętą

w formę awangardową

niech wiersz

w świecie

technikę wielbiącym

da nam inny ogląd

na życie.

 

Niech nam dawne

przypomni świętości

niech wiersz

do zadumy nas skłoni

radości niech da

okruszynę

i połączenie dłoni.

 
Wiersz jest mym ocaleniem

Niechby był Twoim przystankiem

Niech będzie mym odkupieniem

Dla Ciebie – nowym porankiem.

W jesienne wieczory…

W jesienne długie wieczory

kot mruczy mi do ucha:

jak dobrze być razem w domu

na zewnątrz zimno, plucha.

 

Wreszcie masz trochę czasu

nie biegasz aż do nocy

poczytaj sobie książki

tu masz cieplutki kocyk.

 

Dokończysz te remonty i hafty

to Twoje pisanie też nadgonimy

nowe filmy musimy obejrzeć

na wszystko nie starczy i zimy.

 

Jutro wiatr chmury przegoni

jesień się w czerwień ubierze

w złotych szelestach liści

świat zabrzmi Ci polonezem.

Pażdziernik 2016

Szalony październik.

Taki październik był w zeszłym roku i za takim tęsknimy… szalonym, złoto-czerwonym… i czekamy,  już jest kolorowo w Bieszczadach, może po deszczach  październik  będzie bardziej taki:

Szalony październik.

Wziął czerwień od kwiatów, z liści ton zielony

I bawić się zaczął październik szalony

Skradł pomarańczowy z płomieni ogniska

A fiolet z tajemnic i z blasków uzyskał.

 

Niebieski brał z nieba, a żółty ze słońca

I mieszał, malował, rozrabiał bez końca

Stworzył brąz i purpurę w bogactwie odcieni

Jakby piękno chciał ustrzec przed kresem jesieni.

 

Babim latem zaklinał, światłem czynił czary

Do palety barw rzucił mgieł szare opary

Czerwienił głóg, jabłka w sadzie, jarzębin korale

Liście w złoto zamieniał, z wiatrem szedł na bale.

 

Darł paździerze z konopi, w bajkę zmienił lasy

Złote dywany utkał, z deszczem płakał czasem

I wciąż czerwono-złoty w upojnym trwa pędzie

Niepomny, że znowu listopad nadejdzie.

Październik 2015

Deszcz i deszcz…

 

Deszcz… cały dzień pada

Nieustępliwe

Bezlitosne krople

Biją mnie w twarz

Mieszają się z łzami

 

Uciekam do domu

Nie daje schronienia

Szyby płaczą ze mną

Szare, złowrogie krople

Topią okruchy nadziei

 

Ciążą jak żelazna zbroja

Nałożona na serce

Niekończąca się

Udręka samotności

Deszcz jest

Przerażajacym

Więzieniem

Nie ma Cię ze mną…

 

Deszcz… cały dzień pada

Roztańczone

Lśniące krople

Skaczą radośnie

Po kałużach

 

Pieszczą moją twarz

Coraz mocniejszym

Strumieniem

Pląsając w ulewie

Idę do domu

 

Szyby ustrojone

Strugami deszczu

Zasłaniają mnie

Przed światem

Uwięzioną

W Twoich ramionach

Deszcz jest pięknym

zjawiskiem

Jesteś ze mną…