Czemu Patrzysz Żabo Zielona Na Głupiego Fanfarona

„Idee wolnego rynku są z definicji antydemokratyczne i muszą być narzucane społeczeństwom z góry i siłą w momentach, gdy obywatele są zagubieni, bezwolni.“

/  Naomi Klein – książka „Doktryna szoku”/

Mam nadzieję, że nie grozi nam kolejny atak neoliberalizmu po tym kryzysie z koronawirusem. Nie wiem bowiem, co jeszcze moglibyśmy oddać w chciwe, prywatne ręce.  Ach, wiem jednak – zapewne całą służbę zdrowia i może szkolnictwo niższe i wyższe. Całą administrację? – Ta i tak jest  przecież zawsze prywatnym lennem kolejnych ekip władzy.

Może ten kryzys uświadomi  wreszcie ludziom jak idiotycznie płaci się za pracę. Piłkarze i innej maści sportowcy dostają miliony; gwiazdom filmowym i telewizyjnym oraz różnej maści celebrytom  także sypią kasę… No, ale oni służą dla urządzania igrzysk dla maluczkich, których trzeba hodować jak pieczarki, czyli trzymać w ciemności  i karmić gównem. Albowiem większość ludzi pracy, dzięki którym kręci się ta cała cywilizacja, dostaje grosze. Niektórzy rzeczywiście grosze, np. jak emeryci po przepracowaniu nieraz ponad czterdziestu lat, a niektórzy grosze w porównaniu do zysku, jaki swoją pracą przynoszą pracodawcom, czyli właścicielom świata. Tym, którzy  zapewne czczą neoliberalizm i Miltona Friedmana. Nie tylko w naszym kraju.

W epoce pandemii okazuje się gdzie są  i gdzie były potrzebne pieniądze – trzeba je było ładować w rozwój nauki i służby zdrowia.  Raczej jest pewne, że  podobna  epidemia w każdej chwili  może się powtórzyć. Oby nie, ale np. ośrodków naukowych powinno być dużo więcej…

Tymczasem już od najmłodszych lat lekceważy się młodych zdolnych, marnuje talenty, pozwala się działać różnym lobby  w obronie swoich interesów, a teraz brakuje lekarzy i służb medycznych. Trzeba było dobrze płacić  pracownikom służby zdrowia,  to by ich teraz było dużo, a nie  pozwalać, żeby jeden lekarz pracował na dwa etaty, w przychodni i w szpitalu, a niektórzy  jeszcze i prywatnie.

Cóż dziwnego, że ich teraz brakuje? Może KORONAWIRUS uświadomi władzom na całym świecie, że lekarz powinien mieć tylko jeden etat i co najwyżej pół drugiego prywatnie, ale w zamian powinien być bardzo dobrze wynagradzany, a nie  stale przemęczony. Tak samo i cała służba zdrowia, bo teraz okazuje się, że  np. młodzi ratownicy medyczni, czy pielęgniarki narażają zdrowie  i życie swoje i swojej rodziny za marne pieniądze. Tak samo wszyscy pracujący w aptekach i w sklepach spożywczych.
*
Zwiedzeni obrazkami pokazywanymi w telewizji i wieściami od niektórych znajomych, jak to wszędzie stosują się do przestrzegania zasad postępowania w czasie zagrożenia epidemiologicznego,  wybraliśmy się z mężem po zakupy spożywcze do Biedronki * w mieście powiatowym. Spodziewaliśmy się obostrzeń typu stojącego w pobliżu drzwi wejściowych pracownika i wpuszczającego po np. 10- 20 osób na  jeden raz. Spodziewaliśmy się przy wejściu środków odkażających do rąk i rękawiczek jednorazowych i nakazu ich użycia.

PROSZĘ PAŃSTWA –  absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Jedyną różnicę, jaką dostrzegłam, to zapakowane w woreczki bułki i chleb.  No i  większość ludzi starało się zachować odstępy, ale nie zawsze się dało, zbyt dużo ludzi było w wąskich przejściach między stoiskami. Pojechaliśmy rano na  te zakupy – kiedy weszliśmy do sklepu, było jeszcze względnie pusto, ale  niezadługo zrobiło się tłocznie. I jeszcze niektórzy, mądrzy inaczej chyba, beztrosko rozmawiali sobie przez telefon, stojąc z wózkami w wąskich przejściach, hojnie kropelkując swoją śliną współkupujących.  Niektórzy nie założyli rękawiczek, a leżało ich trochę, jak zwykle przy stoisku z pieczywem. Biedne ekspedientki biegały zapracowane, bo ich było za mało – czynne tylko trzy kasy.  Mnóstwo potencjalnego zagrożenia dla klientów i dla pracowników szczególnie, a przez nich znowu dla klientów.

Zdecydowanie  wszyscy pracownicy zarówno medyczni, jak i wszyscy sprzedający w aptekach i sklepach powinni dostawać dodatkowe wynagrodzenie  za pracę w szczególnych warunkach: w stanie zagrożenia życia i zdrowia swojego i swoich bliskich.  Nie byłoby wcale dziwne, gdyby rezygnowali z takiej pracy…

Na nasze szczęście w ich nieszczęściu – nie ma innej pracy, już teraz dziesiątki tysięcy osób są zagrożone utratą pracy z powodu pandemii koronawirusa. Po jej zakończeniu może być jeszcze gorzej, niczym firmy się odrodzą może minąć dużo czasu, a  praca ludzka jeszcze bardziej stanieć.

Jak te Żaby Zielone kumkaliśmy  sobie bezmyślnie i stadnie, siedząc w stawie urządzonym nam przez  Sami Wiecie Kogo, gdzie rzucano nam trochę chleba, a  znacznie więcej igrzysk.

Siedzimy i wgapiamy się, wydawałoby się, w Głupiego Fanfarona, a on nie taki głupi, a raczej nawet Groźny. I oczywiście nie jest to żaden Fanfaron, tylko wprost przeciwnie. To poważny, ukrywający swoje motywy  bezwzględny władca pieniądza, stosujący różne techniki (ale raczej nie te mnemo), żeby osiągnąć  swoje cele.  I stosujący różne zasłony dymne i sztuczki zrzucając winy na innych…

Czemu Patrzysz Żabo Zielona Na Głupiego Fanfarona?  Dajesz się omamić, że oto na ten przykład kolory są wszystkiemu winne? ( czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, granatowy, fioletowy) … albo jakieś grupy społeczne?

 

 Anna Dędor

*W Biedronce byliśmy w poniedziałek 23 marca – mam nadzieję,że w związku z pogarszającą się sytuacją procedury postępowania są bardziej przestrzegane.

 

Jak zostać gangsterem, czyli epatowanie złem – Bunt pokornych twórców

Część II

*
„Pokorne ciele dwie matki ssie”
„Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”
/Przysłowia polskie/

Napisałam felieton pt. Jak zostać gangsterem, czyli epatowanie złem (polecam) i jeden z poruszonych w nim wątków nie daje mi spokoju… otóż dlaczego tylu twórców w różnych dziedzinach kultury poszło w „epatowanie złem”;  dlaczego przedstawiają w swoich utworach różnego rodzaju zło w sposób nieomal je gloryfikujący, dlaczego opisują świat przestępców jako wesoły, atrakcyjny, pełen dobrobytu, piękna i pozytywnych uczuć rodzinnych? Bo niby taki jest? Powtórzę zatem to, z czym zgadzam się całym sercem:
Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala.
/Tadeusz Borowski – Opowiadania wybrane/

Wydawałoby się, że najprostsze wyjaśnienie jest takie, że artyści tworzą to, co się sprzeda, czyli że popyt wyznacza podaż. Jednak w w/w felietonie wskazywałam na to, że zgodnie z prawem Say’a  to podaż tworzy popyt i odpowiada za rozwój, moim zdaniem, nie tylko gospodarczy.

Jak się głębiej zastanawiam, to wydaje mi się, że jest tak:  niepokorni artyści prezentują swoje niepokorne wizje, swoje awangardowe myślenie i krytykę  świata dosyć jasno, bezpośrednio i otwarcie –  wtedy w większości ponoszą niemiłe konsekwencje „wychodzenia przed orkiestrę”, czyli są mocno krytykowani przez im współczesnych, albo co gorsza, są pomijani (karani milczeniem, choćby ich twórczość była bardzo wartościowa) przez media i przez władze; niektórzy twórcy czasem bywają doceniani po śmierci.

 „Żyjemy w świecie, w którym pogrzeb jest ważniejszy od zmarłego, wesele jest ważniejsze od miłości, wygląd ważniejszy jest od intelektu. Żyjemy w kulturze opakowań, która gardzi zawartością.”
/ Eduardo Galeano/

Media i władze promują swoich, tych pokornych, (dlatego są tymi pokornymi) tych nie wychylających się swoją twórczością poza aprobowane tematy i gusta tejże aktualnej władzy oraz podległych jej mediów. Tworzą one w ten sposób szeroki popyt na prezentowaną powszechnie podaż wybranego przez nich modelu kulturowego. Bo to podaż tworzy popyt, a podaż tworzą władze i media (umarł król, niech żyje król Disco Polo !!!).

Tak uważam… w większości to władza i media kształtują podaż, a po niej z kolei i popyt; bardzo rzadko ktoś ma szczęście i sam się wstrzeli w niszę, ale chwyci to wtedy, gdy swoim dziełem albo bardzo zaszokuje odbiorców, albo gdy wymyśli coś totalnie odkrywczego (pokaże to np. na You Tube ), wtedy ma szanse, że mu pomogą niezależne media i zachwyceni odbiorcy.
I ok, niech mu się szczęści, jeśli tylko to nie jest dzieło z gatunku „epatowania złem”- szokowania złem, które pokazywane jest jako bezkarne i nieuchronne. Nawet jeśli takie jest w realu… takie epatowanie bowiem nie pomaga ludziom w ujrzeniu konkretnej prawdy, za to pomaga w ogólnym akceptowaniu konieczności istnienia zwycięskiego zła i niezawinionej krzywdy, co prowadzi do coraz większej znieczulicy i zaniku więzi społecznych.

„Większość ludzi nie chce wierzyć w prawdę, a w to, co chcieliby, żeby było prawdą. Tacy ludzie niczego nie widzą, nawet jeśli mają oczy szeroko otwarte. Oszukiwanie ich jest dziecinnie proste.”
/Haruki Murakami/

**
A dalej może jest tak (?): pokorni twórcy pięknie wypromowani przez władze oraz media tworzą najczęściej zgodnie z zasadą: „Pokorne ciele dwie matki ssie”-  a tak właśnie… dwie, bo pokorny władzy nie krytykuje, a zdarza się, że i chwali, nie wychyla się, jest zatem medialny, a przy tym wraz z odpowiednim poparciem kogo trzeba wystarczająco cudny, w odpowiednim tonie, by zwiększać tę oglądalność i tę sprzedaż, czyli zyski sprzedających.
A gdy takiego twórcę już wystarczająco wypromują, zrobią mu nazwisko i fanów, gdy już pozna się bliżej z różnymi decydentami i doceni ich „wielką mądrość”, to wtedy  może niektóry twórca pozwala sobie być perfidnym, dopuszcza, by czasem przemówiła jego niezależna, twórcza dusza, którą chcąc nie chcąc ma…  Zaczyna tworzyć więc dzieła na zasadzie „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”, czyli przemyca w nich to i owo.

To taki bunt pokornych twórców, którzy wiedzą, że są już na takiej pozycji, że będą chwaleni za prawie wszystko. Wiedzą także, że  „wybitna inteligencja” decydenta i fana nie pozwoli mu się zorientować, że ma do czynienia z buntem, nie pozwoli mu wgłębić się w wymowę utworów; każe mu za to iść owczym pędem i klaskać temu, co i który jest akurat na fali.
Byłoby pięknie, gdyby to był bunt dla idei, dla naprawy świata, gorzej jeśli to tylko wena gdzieś się zapodziała, a twórca, żeby nie utonąć, zaczyna szokować udziwnieniami, a wiadomo, co się lepiej sprzedaje –  Bezkarne Zło, makabryczne zbrodnie, tragedie, seks… – tyle, że wartości w tym mało, nadziei jeszcze mniej, a klaskający mu (bezmyślnie i z przyzwyczajenia lub z zaufania) ludzie niepostrzeżenie pogrążają się w ogłupieniu, marazmie i mroku.

„Wie pan, to może być rozwiązanie: chwalić się głośno czymś, czego powinniśmy się wstydzić. To jest sposób, który nigdy nie zawodzi. „
Joseph Heller – Paragraf 22

Lubię bunt przeciw skostniałym formom, przeciw niesprawiedliwości, przeciw utartym, a bzdurnym poglądom, ale protestuję przeciw kierowaniu świata w stronę moralnej niejednoznaczności w podstawowych dla tego świata kwestiach.

 „Nie ma żadnych zjawisk moralnych – istnieje tylko moralna interpretacja zjawisk” /Friedrich Nietzsche/

Można się śmiać z prawie wszystkiego, a szczególnie z silnych, można krytykować wszelkie instytucje (prawdziwa cnota krytyk się nie boi, prawda?), ale nie można podważać istoty człowieczeństwa, czyli tego, że człowiek człowiekowi powinien być człowiekiem.
Nie wolno dawać między wersami do zrozumienia, że swój świat można budować na krzywdzie drugiego człowieka, nie można świata przestępczego przedstawiać jako pięknego lub/i zabawnego, pomijając przy tym cierpienie i krzywdę ofiar.

 Czy świat rzeczywiście idzie i ma iść w kierunku, że to: „Ofiary budzą nienawiść.”
/Jan Kott, Zjadanie bogów/?

*
Wie pan co jest najgorsze, panie hrabio? Najgorsze nie jest to, że ludzie oszukują. Najgorsze jest to, że każde oszustwo ma jakieś usprawiedliwienie.”
/Waldemar Łysiak – Cena/

 ***

NA MARGINESIE – marzą mi się „filmy walczące i zaangażowane” ( Bond jest niezły); filmy o bezinteresownych mścicielach wymierzających sprawiedliwość jak np. Jack Reacher Lee Childa.  Wyobrażam sobie np. jak taki dopada nieuczciwego i nadal bezkarnego komornika, który może sprzedać majątek dłużnika w znacznie obniżonej wartości i to swojemu znajomemu, mając z tego oczywiście dodatkową korzyść; albo jak „taki anioł” wymierza sprawiedliwość nieuczciwemu politykowi. Tymczasem obejrzałam w tak szumnie zapowiadanym filmie Vegi „ Polityka” jak młoda idealistka została bezkarnie oszukana, bardzo, bardzo skrzywdzona i zrzucona ze sceny przez totumfackich polityka, którego chciała tam zdemaskować. I co ?… powiecie, że zobaczyliśmy prawdę? Zapewne tak – ale ta prawda została podana tak, że nie ma już na nic nadziei,  a nawet jawi się pewność, że z nimi się nie wygra. Tymczasem można było pokazać perfidną nieuczciwość/ hipokryzję tego polityka i dać nadzieję, że można go jednak zrzucić z tronu.

„Boże, daj nam pokorę, byśmy przyjęli w pokoju to, czego zmienić nie możemy, daj nam odwagę, aby zmienić to, co powinno być zmienione, i daj nam mądrość, abyśmy umieli odróżnić jedno od drugiego.

Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.”
/Karl Paul Reinhold Niebuhr (1892–1971)/


 Ludziom trzeba pokazywać prawdę w filmach, czy książkach, czyli pokazywać także zło, ale jednocześnie trzeba dawać im nadzieję, że można i należy walczyć ze złem, z krzywdzicielami…  że tylko niekiedy trzeba się poddać, a czasem najwyżej na trochę wycofać na z góry upatrzone pozycje, by opracować nową strategię, by zebrać siły i sojuszników do dalszej walki z siłami ciemności. (w  bajkach i fantastyce być może nie ma prawdy, ale i z nich powinna promieniować nadzieja, szansa na zmianę na lepsze).
Na koniec filmu/ książki nie musi być happy endu, niech nawet umiera główny bohater, ale niech z nim nie umiera nadzieja na lepsze jutro, na zwycięstwo miłości i człowieczeństwa / Patrz np. film „Pożegnanie z Afryką”/.

Anna Dędor

Jak zostać gangsterem, czyli epatowanie złem

Część I

*

Jakże się wzruszyłam słuchając w telewizji zapowiedzi filmu pt.” Jak zostałem gangsterem”. Och, on na co dzień robił złe i okrutne rzeczy, ale przecież się zakochał… tak,  był gangsterem, ale przecież miał w sobie uczucia miłości i przyjaźni. Oto kolejne wzorce kulturowe, wzorce człowieczeństwa.

Kiedyś tam zachwycaliśmy się  „Ojcem Chrzestnym”, oglądamy różne filmy o bandytach, płatnych mordercach, o więźniach i to o tych jak najbardziej winnych; najlepiej sprzedają się przecież sensacje typu zabójstwa i morderstwa.

Po co nam ta wiedza, że przestępcy też mają dobre strony, że mają problemy i uczucia nawet (każdy człowiek chyba ma, Hitler podobno bardzo kochał zwierzęta, a szczególnie psy), czy posiadanie dobrych cech ma osłabić lub znieść karę za przestępstwa? Okoliczności łagodzące, tak?
Czy może takie obrazy/opowieści są kreowane celowo i mają nam pomóc przyjąć do wiadomości realia – oto nowe społeczeństwo: przestępcy jeszcze w więzieniu, gangsterzy (oraz inni, różnego kalibru przekręciarze i oprawcy) ciągle na wolności, ich ofiary… i tyle. (Nikogo innego nie ma, nie czujesz się ofiarą? – czyli… – dobrze się zastanów.)

Czy nie jest tak, że niepostrzeżenie wybieramy zwycięzców współczesności, pokazujemy jak wygrać tłumacząc i usprawiedliwiając zło, nadając złu ludzką twarz… No, on zabił matkę, ona zabiła dziecko, ale … ( w tle – to ja taki zły jak oni nie jestem, czyli jest ok), a w więzieniu napiszą o tym książkę i może nawet powstanie film, bo przecież cierpieli, mieli trudne dzieciństwo, złe środowisko itp. itd. I tak to różni psychopaci, a nawet tylko totalni egoiści podnoszą głowę, czując się zwyczajnymi członkami społeczeństwa, a nie potworami, jakimi w większości faktycznie są.
Coraz więcej z nich ośmiela się przechodzić do czynów, bo z informacji oraz rozrywki płynącej z mediów wynika, że nie są osamotnieni w swoich poglądach i potrzebach, bo ( wychodzi na to, że tak myśli sobie chyba niejeden) oczywiście oficjalnie musi się mówić o wartościach, o prawie, o przykazaniach, nie tylko boskich,  o „nie zabijaj” i ”nie kradnij”, ale przecież każdy widzi między wersami, że przyjmować to trzeba tak z przymrużeniem oka; liczy się bowiem tylko własna korzyść, a po cichu usprawiedliwia się wszystko i na wszystkim zarabia.

**

Gdzieś zaginęło poczucie winy oraz wstyd z powodu czynienia zła, z powodu oszukiwania, kradzieży, znieczulicy, hipokryzji, czy bogacenia się na cudzej krzywdzie. Moim zdaniem, tworzenie takich dzieł ukazujących świat od strony przestępców, oszustów, czy złodziei szeroko się do tego przyczynia. Szczególnie, że młodzi ludzie patrząc na konsumpcyjny styl życia, nie tylko elit, i na te reklamy luksusowych produktów widzą to, czego ten świat im odmawia, toteż albo sami sobie to biorą, albo sfrustrowani się narkotyzują i mszczą, najczęściej na najbliższych.

Media i wszyscy tworzący oraz mający wpływ na kulturowe życie społeczeństw przestali, moim zdaniem, czuć misję wskazywania ludziom pozytywnych wzorców ( broń Boże, żadnego dydaktyzmu- mówią krytycy- im dzieło bardziej niezrozumiałe i niejednoznaczne w wymowie, tym lepsze i bardziej chwalone), zaprzestali oświetlania wyższych celów i marzeń.  Często przestali też pokazywać (wiwat realizm), że zło zostanie prędzej, czy później ukarane, że zło nie ma akceptacji społecznej, ani usprawiedliwienia, że nie można go oswajać, traktując je jako zabawę, rozrywkę, czy sensację w filmach, czy w wiadomościach.
Dziennikarze i twórcy kultury przestali chyba czuć odpowiedzialność za to co tworzą,  może tak jak fizycy – twórcy bomby atomowej. Owszem, niektórzy nie pracowali w celu stworzenia broni nuklearnej, ale wielu wiedziało jak będą wykorzystane ich prace. Jasne, bomba to tylko niewinne narzędzie, jak nóż, który może służyć do krojenia chleba i do zbrodni. A obecnie posiadanie przez różne państwa broni atomowej jest być może nawet gwarantem, że nie wybuchnie III wojna światowa.

Dlatego tak ważne jest światowe prowadzenie odpowiedniej polityki kulturowej z odpowiedzialnością za głoszone słowo, za przekaz płynący z mediów. Te wszystkie „gadające głowy”, ci tworzący i prowadzący programy telewizyjne, ci piszący dziennikarze/ autorzy w gazetach i internecie powinni czuć tę odpowiedzialność i winę.

Wiem, wiem, to albo szalona utopia albo błędne koło, bo z jednej strony (co widać niestety w świecie) liczy się oglądalność i mogłoby też zmierzać to wprost do cenzury, czy palenia książek, a nawet czarownic –  a z drugiej: przecież nie jest pewne co jest siłą sprawczą: podaż czy popyt. Takie swoiste – co było pierwsze: jajko czy kura.

Prawo rynku Say’a głosi, że podaż tworzy popyt i odpowiada za rozwój gospodarczy. Nie wszyscy ekonomiści się z tym zgadzają, ale wydaje się, że jednak to prawo wiele wyjaśnia, nie tylko w ekonomii.
Aby coś ludzie kupowali musi to najpierw zaistnieć, pojawić się na rynku, a potem być szeroko reklamowane w celu ukształtowania potrzeby posiadania danego produktu, czyli najpierw jest jednak podaż.

Odnosząc to do życia społeczeństw i do szeroko pojętej kultury, nie sądzę by tu było inaczej.  Najpierw jakieś zjawisko kulturalne, jakieś dzieło, jakaś muzyka, czy film pojawia się na rynku kulturowym.
Potem producent/ twórca  chce to sprzedać i dzięki reklamie, dzięki powszechnemu mówieniu o tym w mediach, w internecie, wprowadza na nie modę, czyli popyt. Dopiero potem pojawiają się podobne produkty i badania rynku, co ludzie wolą: np. rock, jazz, czy Akcent, lub Bayer Full, czy inne disco polo promowane nawet w państwowej telewizji… albo czy komedie romantyczne, czy komedie o gangsterach; tyle że te pierwsze, chociaż błahe i banalne, to podnoszą na duchu, budzą nadzieję na miłość, a te drugie ukazują względność zasad moralnych i niekonieczność ich stosowania.

Owszem, przestępca to też człowiek i w sądzie powinien mieć swoje prawa do obrony i w miarę przyzwoite warunki więzienia (ale gorsze niż dzieci w bidulach).
Jednak, moim zdaniem, zło i źli ludzie nie powinni być absolutnie w jakikolwiek sposób ukazywani pozytywnie, bo to są kolejne narodziny znieczulicy -obojętności na los krzywdzonych, to bezduszne wkładanie i przyjmowanie do świadomości ludzkiej, że muszą być ofiary, że musi być krzywda na świecie, że można oszukiwać i kraść, że silny ma prawo żyć kosztem słabego itp. I nawet nie ma pokazywanego żalu i współczucia dla ofiar, skoro o sprawcach zła, o przestępcach dobrze lub wesoło się mówi, albo, co  w zupełności wystarczy, że nie mówi się o nich negatywnie.
Każdy, wiadomo, chce zarobić, ale czy powinno się zarabiać na szokowaniu złem, krzywdą, zbrodnią, a nawet  na zbyt częstym opisywaniu (często wydumanych) nieszczęść jednostki, gdy jednocześnie ten świat odwraca oczy od tragicznego losu całych grup społecznych i narodów?
***
W tym momencie, a propos zjawisk kulturowych, przyszedł mi na myśl  chwalony bardzo (nominowany do Oskara)  do film Almodóvara  „Ból i blask”- obejrzałam go z zainteresowaniem, może ze względu na znakomitą rolę Antoniego Bandersa i na formę artystyczną obrazu.
Czy jednak sama treść i wymowa filmu niesie jakieś ważne wartości? To historia jednego człowieka, znanego reżysera (wątki autobiograficzne), jego zderzenie z przemijaniem, pogodzenie  się z losem, jego miłości, wybory, choroby  i nieszczęścia. Cóż jednak z niej wynika? Dlaczego opowieść o tym akurat człowieku ma nas poruszyć? Bo jest znanym reżyserem? Czy to, że zyskał uznanie, nie było wystarczającą nagrodą dla człowieka za jego wybitną pracę?

Wielu ludzi ma tragiczniejszą przeszłość, wielu bardziej cierpi, a każdy chyba człowiek ma własną, często niełatwą historię, często też taką, która mogłaby nas czegoś nauczyć, na coś zwrócić uwagę, na coś ważnego uwrażliwić. Tymczasem mamy pochylić się na losem biednego – bogatego człowieka, który ból gasi narkotykami, a blask nie uczynił go szczęśliwym.

Dobrze, że przynajmniej bohater filmu był homoseksualistą, i może taki ma być wydźwięk filmu, że życie homoseksualisty jest tak samo normalne, zwyczajne i jednocześnie pełne sukcesów, czyli pełne bólu i blasku?
Może ten film to właśnie wnosi do kultury, to że przybliża nam los zwykłego, cierpiącego i słabego człowieka, chociaż uznanego twórcy?  Dla mnie istotne jest także to, że nie jest to kolejne dzieło z cyklu „epatowania złem”.
A że znane nazwisko twórcy przyciąga, to może opowieść ta skłoni nas do zastanowienia się nad światem, nad sobą?
Byle nie nad tym, jak zostać gangsterem…

Anna Dędor

 

 

NA MARGINESIE-  ja tak sobie piszę tego typu idealistyczne, przez co nieco naiwne i czasem odrobinę przerysowane, czytaj prowokujące (ale moim zdaniem poruszające jednak ważne zagadnienia) teksty, piszę wiersze w większości z gatunku tzw. zaangażowanych; czytam poezje, różne mądre artykuły, felietony i książki (także pisane przez naukowców) . Wszystko to pełne treści w równie „ zaangażowanym klimacie”, ale czy to są  szeroko znani autorzy i treści skoro jest, jak jest… ?
Jesteśmy w bardzo, bardzo małej i rozproszonej grupie przejmujących się i piszących o przyczynach i skutkach zjawisk, ale nie mamy szansy dotrzeć do szerszego grona.
Raz, że zbyt duża część społeczeństwa po prostu nie czyta, bo ich nic oprócz pogoni za kasą i własnym sukcesem nie obchodzi – dwa, że  ci, których jeszcze coś rusza dają się często uwodzić modzie i znanym nazwiskom. Jedni zachwycają się programami telewizyjnymi dla bezmózgowców, drudzy każdym, nawet banalnym wytworem wypromowanych i uznanych twórców. Niestety zbyt mało ludzi próbuje myśleć samodzielnie. Przyznaję, że jest to trudne, gdy z każdej strony płyną sprzeczne informacje, gdy udało się tak podzielić społeczeństwo, że wspólność w działaniu dla cudzego dobra wychodzi tylko od święta.
Oczywiście są wyjątki od reguły, na szczęście dla świata są jeszcze ludzie działający dla jego dobra, dla idei.

Kolejny lifting

 

jeśli pojawia się
to na przekór oczekiwaniom
inna niż w wyobraźni
nie jest grzeczna o nie

nie jest tym wygodnym i szybkim
dopasowaniem się
ciał fortun czy pozycji
w świecie gotowym na rozwód
nawet z własnym dzieckiem

och tak
oni zawsze nazywają to miłością
szepczą – kocham cię
jakby
ze skrzyżowanymi za plecami palcami
bo wkrótce będą już szukać
nowej ekscytacji
dla której są zdolni porzucić
przekreślić wszystko

tak oczywiście
wszystko oprócz pieniędzy

ale to przecież nie była miłość
to tylko
kolejny lifting zmysłów

Anna Dędor

 Wiersz  nagrodzony Srebrnym Liściem Bukowym w XXVII Sejmiku Poetyckim „Pod Diablą Górą”

Powtórny świat

„Einmal ist keinmal, (…). Coś, co stanie się raz, jak gdyby nie stało się nigdy. Jeśli człowiek ma prawo tylko do jednego życia, to jakby nie żył w ogóle.”
/Milan Kundera – Nieznośna lekkość bytu/

co możesz sobie wyrzucać
nieprzemyślane decyzje złe wybory
nie miej sobie tego za złe
skoro nawet sztuka teatralna
mimo zapoznania się
aktorów ze scenariuszem
musi mieć wiele prób
i jeszcze końcową próbę generalną
przed premierowym spektaklem
a potem jeszcze kolejne
odsłony tego samego przedstawienia
gdzie jest możliwość zmiany
chociażby interpretacji roli

a ty masz od razu premierę
od razu wchodzisz na scenę
to transmisja na żywo
i na tym koniec gry
bez powtórnie danego świata
bez szansy naprawienia błędów
bez możliwości porównania
skutków swoich wyborów
masz prawo tylko do jednego życia
jeśli pożyłeś dostatecznie długo
by patrzeć w przeszłość to
powiedz sobie
że przedstawienie było sukcesem
przecież ty nie znałeś scenariusza

Anna Dędor

Po wieczne czasy

Po wieczne czasy

Nie mów tak do mnie, tego nie docenię,
że śmierć jest władna rangi życia dowieść –
bezdusznie cudzym szafują istnieniem,
lud, rząd, bogowie.
A pewność końca, pęd życia przyśpiesza,
błyszczysz we fleszach.

Kiedy tak biegniesz, by mieć coraz więcej,
wciąż więcej rzeczy, sukcesów i wrażeń,
to bieżnia czasu tempo bierze w ręce,
szybciej biec każe.
A ty chcesz znaleźć sens biegu poddańczo,
gdy inni tańczą.

Miłość jest tańcem, miłość nie umiera,
energią świat ten opromienia czystą.
Szczerze ci powiem, jak radości zbierać,
w gwiazdach rozbłysną.
Bo nie odejdę, nic mnie nie odstraszy,
po wieczne czasy.
***
Anna Dędor

Wiersz napisany  tzw. strofą Słowackiego

Narada

Antropomorfizacja – na niebie widzę sfotografowane groźne twarze, a do tego przypomniał mi się taki wiersz z warsztatu na temat antropomorfizacji z użyciem słów kluczy- mucha, czekolada…

Narada

Pewien, znany Wielki Mucho, (kazał zwać się Władcą Much),
zwołał swoich ZaMuszników na naradę w sprawie kup.
Na basenie się rozsiedli, z wonnej gnojem czekolady,
nie dla much jest ten rarytas, pierwszy sort ma tu obrady.

Moi drodzy- mówi Mucho- źle się dzieję w państwie muszym,
gówna, które im dajemy, najgłupsi już nie chcą ruszyć.
Już taplanie się w tych kupach nie cieszy muszego ludu,
nie bzykają się, lecz bzyczą, oczekując od nas cudu.

Nowych kup chcą na mieszkania, no i wymuchaniem dręczą,
czekolady chcą dla wszystkich, najgłośniej brzęczą pod tęczą.
Radźcie moi ZaMusznicy, kto ofiarną muchą zostanie
i jak stare kupy nazwać, by nęciło w nich pełzanie.
***
Anna Dędor

Happy New Year !

Oby nam się zawsze chcieć chciało,
radośnie i bez zbytnich poświęceń,
oby problemów było mało,
a śmiechu jak najwięcej.

Niech nam rok nowy przyniesie
to, czego nam potrzeba.
Niech złota będzie każda jesień
i na ziemi nie brakuje chleba.

Niech nam świt jasny wstaje
sensem po gwiaździstej nocy.
Niech życie wciąż pachnie majem,
a jutro pozytywnie zaskoczy.

Anna Dędor

Tomik wierszy pt. Z rozbicia wypłynę

Niezbyt często publikuję wiersze gdziekolwiek, ale piszę, piszę…  i oto jednak publikacja w formie wydrukowanego tomiku. Tytuł tomiku pochodzi od poniższego wiersza, który powstał z inspiracji obrazem Doroty Górczyńskiej Bacik.

Z rozbicia wypłynę

roztrzaskało mnie dziś
jak szybę w moim oknie na świat
jak mam teraz
z tych kawałków złożyć życie
jak patrzeć przez rozbite okno wiary
w siebie w sens jutra

twoje piękne oczy tak smutne
spójrz jestem tu zawsze byłem
tyle można jeszcze ocalić
przyciąć do nowego wymiaru
namalować obrazki na szkle
oddać mną zwątpienie udrękę
rozbroić to słowem

w bólu istnienia
w zwątpieniu duszy się kryję
tam gdzie uczucia ciągle żywe
choć usilnie tłumione
myślą realizmem twardą
tam mnie odnajdziesz
z rozbicia wypłynę

popatrz głębiej
poprzez rany na tafli życia
uwierz
ona jest w tobie i popłynie
popękanym skrawkiem nieba
odłamkiem cierpienia
a ja…
jestem w każdym z nich

Anna Dędor

 

 

 

Chybiona inwestycja

zainwestowałeś i straciłeś
kolejny raz
dosyć
palenie jest szkodliwe
ale do paczki papierosów
wkładają karteczkę z ostrzeżeniem
uważaj na obcych bo mogą zostać
twoim przyjaciółmi
skończ z tymi inwestycjami
nie masz już przecież wiele do stracenia

ani czasu ani uczuć

Anna Dędor